Tytuł oryginału: The Legend. Prodigy
Autor: Marie Lu
Liczba stron: 368
Wydawca: Wydawnictwo Zielona Sowa



Wybraniec to drugi tom debiutanckiej trylogii Marie Lu. Gdy autor pisze trylogię, jednym z jego największych problemów jest to, czy drugi tom dorówna sukcesowi pierwszego (mam tu na myśli oczywiście scenariusz, gdy ten pierwszy tom rzeczywiście odniósł sukces). Ciągłe myślenie "co tu jeszcze wpleść, by było dobrze?", nieprzespane noce, spędzone przed laptopem/rękopisem/maszyną do pisania (kto co woli) z kubkiem kawy i ciągła presja ze strony odbiorców: "co będzie dalej, co?" - żadna z tych rzeczy nie sprzyja bezstrsowemu napisaniu godnemu pochwały tomu. A jak poradziła sobie z tym trudnym zadaniem pani Lu? Ja odpowiedź znam, i chętnie podzielę się z wami swoimi głębokimi przemyśleniami.

Jeśli nie czytaliście pierwszego tomu, gorąco namawiam was do tego, by po niego sięgnąć, a do moich wrażeń odnośnie właśnie niego zapraszam was tu. Jeśli już mniej więcej wiecie, o co chodzi, przejdźmy dalej. W drugim tomie trylogii Day i June dołączają do Patriotów. Day liczy na to, że pomogą mu odbić jego młodszego brata, Edena, z rąk władz Republiki. A June? June kieruje kwitnące uczucie do Daya i chęć pomszczenia własnego brata, który zginął jako ofiara intryg dystopijnego kraju. Wtedy następuje rzecz nieoczekiwana: władca Republiki, Elektor Primo umiera. Na jego miejsce wstępuje syn Elektora, Anden. Nie ma on jednak latwo: rebelianci zagrzani do walki o swoje pod wpływem Daya dają się we znaki i nie chcą zaakceptować rządów nowego Elektora. Okazuje się jednak, że nie jest on taki jak się wszystkim wydaje: proponowane przez niego reformy dają szansę na rozkwit Republiki i mogą wszystkim wyjść na dobre. O prawdziwym obliczu Andena najbardziej przekonuje się June, która zostaje wysłana do młodego Elektora, by zdobyć jego zaufanie, dzięki czemu Patrioci będą mogli wcielić w życie swój plan dokonania zamachu na nowej głowie państwa. Teraz June musi stanąć przed trudnym wyborem: komu powinna zaufać, Patriotom i Dayowi, czy Andenowi, który naprawdę ma szanse wskrzesić podupadły kraj?

Pierwszy tom trylogii Marie Lu wręcz mnie urzekł. Byłem oczarowany bohaterami, oczarowany światem i oczarowany wyobraźnią autorki. Tak właśnie pani Lu zaciągnęła sobie u mnie kredyt zaufania. Często drugie tomy wszelakich serii nie wprowadzają nic nowego, są pisane ma siłę. W Wybrańcu tak nie jest: historia wciąż ma swój czar i wciąga czytelnika aż do ostatniej strony. Niektóre wydarzenia i zwroty akcji szokują, aż czuć żal do autorki z powodu losu, jaki wybrała dla niektórych bohaterów. Podoba mi się także zmiana w osobie Tess: nie jest już tak bezbarwna jak w Rebeliancie. Dziewczyna dojrzewa i zaczyna pokazywać swój charakter, mieszając tym także w głowie Daya.

Rozdziały zostały podzielone tak samo jak w pierwszym tomie: jeden pisany z perspektywy Daya, jeden z perspektywy June. I uważam to za najlepsze wyjście, bo dzięki temu lepiej wczuwamy się w emocje głównych bohaterów oraz dało to autorce większe pole do popisujeśli chodzi o "karmienie" odbiorcy informacjami: dowiadujemy się o czymś, o czym drugi bohater nie ma zielonego pojęcia.

Prawdę mówiąc, jedynym minusem jaki widzę w Wybrańcu - i dotyczy chyba tylko wersji polskiej - jest ogrom literówek. Nic nie zmieniło się od pierwszego tomu, wciąż co kilka stron możemy dostać załamania nerwowego przez ciągłe poprawianie słów skażonych przez notoryczne przekręcanie słów, liter. Wydawnictwo powinno coś z tym zrobić.

Byłbym jednak bez serca gdybym z tego powodu obniżył swoją ocenę. Przecież nie jest to wina pani Lu, a jej należą się laury za Wybrańca. Byle tylko na nich nie spoczęła. Ale o tym przekonamy się już w lutym, bo wtedy planowana jest polska premiera ostatniej części trylogii, Patrioty. Czekam z zapartym tchem.

Ocena:
10/10