Tytuł oryginału: The Bone Season
Autor: Samantha Shannon
Liczba stron: 520
Wydawca: Wydawnictwo SQN



Nigdy nie spodziewałem się, że wizja świata przedstawiona w jakiejkolwiek dystopijnej opowieści przerazi mnie bardziej niż ta znana nam z Igrzysk Śmierci. A wystarczyło tylko sięgnąć po Czas Żniw...

Samantha Shannon to debiutantka. Czas Żniw jest jej pierwszą książką, otwierającą siedmiotomowy cykl już porównywany do Harry'ego Pottera i Igrzysk Śmierci. Choć na pierwszy rzut oka podobieństw nie widać, gdy wgłębimy się w lekturę, stają się one wyraźne.

Akcja rozgrywa się w roku 2059. Dziewiętnastoletnie Paige Mahoney jest jednym z najpotężniejszych i najrzadziej spotykanych jasnowidzów: śniącym wędrowcem. W Sajonie - totalitarnym państwie powstałym na terenie Wielkiej Brytanii - wszelka działalność jasnowidzów jest nielegalna. Paige potajemnie pracuje dla gangu, gdzie włamuje się do zaświatów innych osób. Jednak pewnego dnia zostaje pojmana i przewieziona do Szeolu, miejsca przypominającego obóz koncentracyjny dla jasnowidzów. Musi tam stawić czoła Refaitom, potężnej rasie wyższej silniejszej od ludzi. Jak da sobie radę w tym nowym, przerażającym środowisku?

Wspominałem o porównaniach do Pottera i Igrzysk. Zgadzam się z nimi. Jeśli chodzi o podobieństwa do serii Rowling, zauważyłem, że akcja również toczy się w okolicach Londynu, mamy podział na ludzi-jasnowidzów i ślepców (odpowiednik mugoli), a na końcu dołączony został słowniczek wyjaśniający wszystkie niecodziennie określenia z książki, który od razu skojarzył mi się z tym z potterowskiej serii. No i najbardziej rzuca się w oczy fakt, że autorka również chce podzielić serię na siedem tomów, i nie ukrywam, że jestem bardzo ciekaw, co jej z tego wyjdzie. Jeśli chodzi o podobieństwa do trylogii Suzanne Collins, to chyba przede wszystkim czas akcji i wizja dystopijnego świata. Dorzucić tu trzeba też straszne warunki, w których przyszło żyć głównej bohaterce. Z racji, że autorka połączyła ze sobą cechy z moich dwóch ulubionych serii, powinienem być zachwycony. Ja czuję jednak pewien niedosyt...

Sam się sobie dziwię. Choć styl pisania pani Samanthy bardzo przypadł mi do gustu, czułem się jakbym czytał opowiadanie blogowe. Może ze względu na to, że to jej debiut. Wrażenie spotęgował dodatek na końcu książki: playlista składająca się z piosenek pojawiających się na stronach powieści. Oczywiście nie traktuję tego jako minus: jest to bardzo miła odmiana, słuchając takich piosenek na pewno można się wczuć w to, co pisze autor. Początkowo miałem też problem z ogarnięciem, co jest czym: pani Shannon czasami zbyt chaotycznie narzuca nam nowe terminy do zrozumienia. Gdyby nie wspomniany wcześniej słowniczek zamieszczony na końcu książki, pogubiłbym się całkowicie.

Pomijając te zastrzeżenia, Czas Żniw spodobał mi się ogromnie. Wizja świata przedstawiona przez pisarkę naprawdę mną wstrząsnęła (a chyba najbardziej przeraziło mnie to, że dusze nawet po śmierci są niewolnikami, dopóki ktoś z własnej woli ich nie uwolni). Bohaterowie są oryginalnie wykreowani, a wątek miłosny nie razi w oczy (a to jest ogromnym plusem, chyba nie ścierpiałbym kolejnego typowego paranormal romance). Nie ukrywam, że z zapartym tchem wyczekuję drugiego tomu na polskim rynku.

Ocena:
9/10