Tytuł oryginału: Roadie. My life on the road with Coldplay
Autor: Matt McGinn
Liczba stron: 256
Wydawca: Wydawnictwo Sine Qua Non



Jakie są wasze pierwsze skojarzenia ze słowami: zespół muzyczny czy koncert? Prawdopodobnie muzyka, fani i świetna zabawa. Jednak często zapominamy o ludziach, którzy stoją za kulisami i często są równie zestresowani występami, co sami muzycy. Matt McGinn, roadie zespołu Coldplay postanowił przybliżyć nam atmosferę panującą podczas tras koncertowych, nagrywania utworów na albumy czy mieszkania w tłocznym tourbusie. I pokazuje to w zaskakujący i oryginalny sposób.

Zespół Coldplay polubiłem niedawno. Zazwyczaj był mi po prostu obojętny. Jednak po głębszym wsłuchaniu się w kilka piosenek ich muzyka oczarowała mnie. Jednak po tę książkę nie trzeba sięgać tylko będąc fanem zespołu. Ba, można nawet za nimi nie przepadać, bo historia spisana przez McGinna nie jest stricte biografią tych chłopaków: to historia pokazująca proces tworzenia muzyki, przygotowywania tras i pojedynczych koncertów otoczona pozytywną aurą rock and rolla.

Ale kim właściwie jest roadie? Roadie - mężczyzna (lub kobieta) w czarnym T-shircie i niebieskich jeansach, który robi różne rzeczy dla zespołu. Często chce mu się pić. - tak o sobie samym i innych pracujących w tym zawodzie pisze Matt McGinn w zabawnym, a jednocześnie fachowym słowniczku pojęć zamieszczonym na końcu książki. Osobę pracującą jako roadie można uznać za kogoś w rodzaju technicznego pracującego przy między innymi koncertach. Jednak jest to najprostsze i najuboższe wyjaśnienie na jakie mnie stać: więcej dowiecie się w czasie lektury Życia w trasie, gdzie McGinn opisom swojej pracy poświęca dużo miejsca.

Matt kupił mnie swoją książką już po kilku pierwszych stronach (już w podziękowaniach na początku!). Kupił mnie swoim charakterystycznym stylem pisania: lekkim, ale ciętym językiem, dzięki któremu czujemy się jakbyśmy siedzieli z nim w jakimś klimatycznym barze, a on opowiada nam całą historię podczas rozmowy. Jest to świetny sposób przykucia uwagi czytelnika. Efekt ten psuje jedynie często pojawiająca się fachowa terminologia związana z przemysłem muzycznym, która sprawiała, że nie zawsze do końca wiedziałem o co chodzi (tu czasem ratował mnie wspomniany wcześniej słowniczek) i utrudniała lekkie czytanie. Na szczęście świetnie budowana przez autora przyjemna atmosfera towarzysząca czytaniu o jego życiu po spotkaniu na swojej drodze tych kilku utalentowanych Brytyjczyków sprawia, że nawet gdy nie do końca wiemy o co chodzi, przy książce nie możemy się nudzić.

Miłym dodatkiem są również zamieszczone co kilkadziesiąt stron wkładki ze zdjęciami zza kulis koncertów, z samych występów i prywatnych kolekcji autora i jego przyjaciół. Dorzucone do nich zabawne opisy sprawiają, że czujemy się jakbyśmy oglądali album rodzinny. I to również należy przyznać McGinnowi: pokazał, że Coldplay i wszyscy jego współpracownicy to jedna wielka rodzina, która wspiera się, gdy trzeba i kłóci, gdy puszczają nerwy. Pokazał, że nie spędzają ze sobą czasu, bo muszą, a chcą i starają się stworzyć jak najwięcej godnych zapamiętania wspólnych wspomnień (mimo że o niektórych incydentach woleliby zapomnieć). Udowodnił także, że show biznes i tworzenie muzyki  to nie tylko sztuczne uśmiechy, a współpraca i pasja, a rockandrollowy styl życia to nie tylko wielkie wariactwo, a spełnianie własnych marzeń łączące się z unikalną odpowiedzialnością. I chwała mu za to.



Ocena:
9/10