Tytuł oryginału: A Clockwork Orange
Autor: Anthony Burgess
Liczba stron: 254
Wydawca: Vis-a-Vis Etiuda



W dobie popularnych ostatnimi czasy antyutopii kierowanych przede wszystkim dla młodzieży zapominamy o twórcach klasyki tego gatunku. Należą do nich między innym George Orwell i właśnie Anthony Burgess, któremu chcę poświęcić dzisiejszą recenzję.

Mechaniczna Pomarańcza to osadzona w nieokreślonej przyszłości i nieokreślonym miejscu opowieść o nastoletnim Alexie, który wraz ze swoją szajką terroryzuje nocą całe miasto. Po licznych pobiciach, gwałtach i rabunkach ląduje w więzieniu. Tam dostaje szansę na szybsze odzyskanie wolności poprzez udział w resocjalizacyjnej kuracji, po której jego organizm ma wyzbyć się wszystkich złych odruchów, dzięki czemu stanie się pożytecznym i bezpiecznym obywatelem.

Ta dość krótka powieść uważana jest za kontrowersyjną, lecz wchodzi w kanon klasyki literatury. Książka łamie tabu, wprost mówi o tym, co już niestety teraz dzieje się na naszych oczach. Bo czy przestępstwa są nam obce? Jednak nie tylko tematyka książki wyróżnia ją na tle innych. Burgess stworzył w swojej powieści nowy język, a raczej młodzieżowy slang. W Polsce wydane zostały dwie wersje tej książki: wersja R (o której właśnie piszę) z zapożyczeniami z języka rosyjskiego oraz wersja A z wpływami amerykańskimi. Wszystko to w świetnym przekładzie Roberta Stillera. Pan Stiller miał tu świetne pole do popisu przy tłumaczeniu powieści i wykonał swoje zadanie wyśmienicie. Początkowo język, którym posługuje się Alex (który jest jednocześnie narratorem powieści) i jego znajomi wręcz przeraża i częściowo zakrywa przedstawione w historii problemy (co uważam za zamierzony efekt). Obcy język zasłania nam oczy, staramy się najpierw w niego wczuć i go zrozumieć (często z pomocą zamieszczonego na końcu słowniczka) i dopiero z czasem odkrywamy brutalność czynów przedstawionej w Mechanicznej Pomarańczy młodzieży. Uważam to za świetny przykład pogrywania z czytelnikiem, jednak jemu do śmiechu może nie być. Alex i jego paczka są bezwzględni, a najgorsze jest to, że nie widzą w swoich czynach niczego złego. Jednak tak samo przerażający jest przedstawiony przez Burgessa model manipulowania Rządu z jednostką społeczeństwa. Zafundowane Alexowi pranie mózgu - bo inaczej określić tego nie można - pozbawia go wolnej woli i sprawia, że traci on część swojego człowieczeństwa (jakiekolwiek by ono nie było), co czyni go zwykłą marionetką w rękach władzy. Nie chcę serwować nikomu żadnych niepotrzebnych spoilerów, jednak chcę pochwalić tłumacza za coś jeszcze. Jeśli bowiem dobrze zrozumiałem treść jego posłowia w książce, w wyniku powstania ekranizacji reżyserii Stanleya Kubricka, książkę zaczęto wydawać z "uciętym" zakończeniem, takim jakie zaserwował nam reżyser. Jednak pan Robert podczas tłumaczenia Mechanicznej Pomarańczy postanowił sięgnąć do pierwowzoru z dodatkową treścią, która bardzo zmienia odbiór powieści i nawet stawia głównego bohatera w innym świetle. To zakończenie przypadło mi do gustu o wiele bardziej niż to znane z filmu. 

O Mechanicznej Pomarańczy nie mogę powiedzieć nic złego. Okazała się być dla mnie dość ciężką lekturą, lecz dzięki temu jeszcze bardziej wartościową. Geniusz Anthony'ego Burgessa jest godny podziwu i bez wątpienia zasłużył sobie na stawianie go obok klasycznych autorów powieści science fiction z naciskiem na powieści antyutopijne. Bo przedstawiona tu wizja społeczeństwa przeraża nie tylko swoim pesymizmem, ale również jej bliskością do naszych czasów.




Ocena:

10/10