Tytuł oryginału: City of Ashes
Autor: Cassandra Clare
Liczba stron: 528
Wydawca: Wydawnictwo MAG



Powrót do nowojorskiego życia, który sąsiaduje z prawie nikomu nieznanym światem Nocnych Łowców i Podziemnych okazał się dla mnie mile spędzonymi kilkoma dniami wakacji. Jednak sequele często sprawiają, że nie do końca chce się w tym wykreowanym świecie dłużej zostać. Czy Cassandra Clare wybroniła się z tego w swoim Mieście Popiołów?

Clary ma już wszystkiego dość. No, w sumie nie można jej się dziwić: jej matka wciąż nie wraca do zdrowia, jej obiekt westchnień okazał się być jej braciszkiem, a sama dziewczyna została nieodwracalnie wciągnięta do świata wampirów, wilkołaków i innych magicznych istot. Ach, no tak: w dodatku jej ojciec okazuje się być niemałym zagrożeniem dla całego magicznego świata, a Clary musi się jakoś przyczynić do powstrzymania tego zagrożenia. Tylko co może zrobić nastolatka, która nie wie nawet kim sama jest?

Kontynuacje wszelkich hitów są naprawdę sporym wyzwaniem dla ich twórców. I nie mówię tu tylko o pisarzach. Tak samo jest chociażby w przypadku muzyków czy debiutujących reżyserów: to dopiero drugie dzieło pokaże, czy genialny debiut był zwykłym fartem, czy autor rzeczywiście ma w sobie potencjał. Zwłaszcza, gdy za pierwszym razem wysoko podniósł sobie poprzeczkę. Oczywiście według mnie pani Clare poprzeczkę dla swoich dzieł podczas pisania Miasta Kości podniosła bardzo wysoko. Nie jestem jednak pewien, czy Miasto Popiołów utrzymało ją wystarczająco wysoko, żebym był zadowolony...

Pierwszy problem, który towarzyszył mi już po kilkudziesięciu stronach aż do samego końca:  C l a r y .  Nie przypominam sobie, żeby w pierwszym tomie tak mnie irytowała. Ba, przecież uważałem ją nawet za jedną z ciekawszych bohaterek młodzieżowych książek. Cieszę się, że pani Cassandra nie pisze tej historii w narracji pierwszoosobowej z perspektywy Clary, bo chyba bym tego nie wytrzymał. Dziewczyna sama nie wie, czego chce (i nie chodzi mi tu o egzystencjalny problem - o którym wspomniałem wcześniej - typu "kim ja jestem?"): lata od jednego chłopaka do drugiego (co oczywiście w tego typu książkach nie jest niczym nowym, jednak tu daje się to szczególnie we znaki z powodu niesprawiedliwie traktowanego Simona), w magicznym świecie zachowuje się jak intruz (już Simon wydaje się być tam bardziej otwarty, i to jeszcze przed jego... nieważne, bez spoilerów) i nie potrafi otworzyć się na innych, którzy chcą dla niej dobrze. I mam tu na myśli inne odseparowanie niż w przypadku Jace'a, bo mimo że on nie dopuszcza do siebie zbyt wielu osób, to wciąż jest postacią interesującą i po części ratuje książkę. Bardzo podobał mi się właśnie wątek Jace'a, który pełen dylematów nie wie, czy stanąć po stronie złego ojca, czy ludzi, którzy troszczyli się o niego od dzieciństwa. To było bardzo dobre. Jednak pomijając to, wydawało mi się, że akcja ciągle stoi w miejscu i rozkręca się dopiero pod koniec. Takie same odczucia miałem przy Mieście Kości. Całe szczęście, że autorka nadrabia te zaległości stylem pisania. Widać, że pisać umie, i to bardzo dobrze. Opisy, zwłaszcza demonów i innych elementów magicznego świata, powalają. Do tego ciekawie serwowane dialogi. Nie można się przyczepić także do samej narracji: rozdziały są podzielone tak, że wewnątrz nich spotykamy się z różnymi bohaterami z osobna. Bardzo dobry zabieg, zwłaszcza, gdy chcemy spotęgować wrażenia czytelnika znanym z seriali minicliffhangerem: urwaniem akcji w najbardziej zaskakującym momencie. Pani Clare robi coś podobnego, gdy "przerzuca" nas do innego miejsca i innych bohaterów, pozostawiając na chwilę tamtych w sytuacji, przy której chcemy tylko krzyknąć: "no nie!".

Dary Anioła naprawdę mają potencjał. Mam nadzieję, że trzeci tom mnie nie zawiedzie, bo przygody ze światem Nocnych  Łowców tak szybko zakończyć nie zamierzam. Zwłaszcza, że przede mną jeszcze cztery całe tomy. Obym tylko nie wykruszył się przy następnym.



Ocena:
7/10