Tytuł oryginału: Hush Hush
Autor: Becca Fitzpatrick
Liczba stron: 328
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte



Saga Zmierzch zapoczątkowała dość długo trwający młodzieżowy trend na książki typu paranormal romance. Teraz ich popularność powoli spada na rzecz młodzieżowych antyutopii. Jednak wcale nie stoi to na przeszkodzie do ponownego poznawania świata wampirów, wilkołaków... Na tym rynku mamy sporą konkurencję, jednak Becca Fitzpatrick zaproponowała coś nowego: anioły. Jak się spisała?

Szeptem otwiera czterotomową serię książek poświęconą nastoletniej Norze Grey, która jest jednocześnie narratorką powieści. Przy wprowadzaniu nowego tematu na zajęciach z biologii uczący Norę trener rozsadza uczniów, w wyniku czego dziewczyna rozstaje się na lekcjach ze swoją najlepszą przyjaciółką o imieniu Vee i poznaje tajemniczego Patcha. Nastolatka początkowo nie może się dogadać z nowym partnerem z ławki, jednak z czasem coś coraz bardziej przyciąga ją do niego, i to nie tylko w szkole. Ich drogi krzyżują się coraz częściej, powodując zamieszanie w głowie Nory i w całym jej życiu. Czy może wyniknąć z tego coś dobrego?

Na pierwszy rzut oka Szeptem nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle innych powieści paranormal romance. Ba, pani Becca powiela te same schematy. Nie bez powodu na początku tej recenzji wspomniałem o sadze Stephenie Meyer. Szeptem zdaje się być naprawdę podobne do Zmierzchu, a różni je od siebie głównie fakt wplecenia w historię przez panią Fitzpatrick aniołów i Nefilów. To ją może bronić. Jednak pomijając to, mamy szarą nastolatkę, która w szkole poznaje tajemniczego chłopaka. Intryguje ją, przeraża i jednocześnie pociąga. Postanawia zrobić research na własną rękę, by dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Chłopak okazuje się być istotą nadprzyrodzoną, a nastolatka wpada w poważne tarapaty, które stają się finałem powieści. Brzmi znajomo? A no właśnie. Oczywiście detale w obu historiach różnią się między sobą, jednak główna linia fabularna jest do siebie bardzo zbliżona. I to powielanie schematów ujmuje dziełu pani Fitzpatrick.

Nie jest jednak tak źle, co to to nie! Owszem, Szeptem nie należy do literatury górnolotnej, jednak należy pamiętać, że jest to książka przeznaczona do czytania dla relaksu, jest to rozrywka na równi z oglądaniem młodzieżowego serialu. I nie widzę w tym nic złego. Gdy będziemy o tym pamiętać, okaże się, że Szeptem czyta się bardzo przyjemnie, a to za sprawą lekkiego języka, którym posługuje się autorka przemawiając przez Norę. Niczego nie ma za dużo, dialogi i opisy łączą się w spójną całość, dzięki czemu książkę czyta się szybko. Plusem są również ciekawie przedstawieni bohaterowie, mimo że również schematycznie. Szara Nora z czasem przestaje być szara, tajemniczy Patch nie jest tu przedstawiony jako członek elity popularnych nastolatków, do którego wzdychają wszystkie dziewczyny w promieniu kilkunastu kilometrów, a Vee nie tylko pełni rolę "tej najzabawniejszej", ale również popełnia błędy, które mają wpływ na tempo akcji w historii. A właśnie, jeszcze humor: humoru tu nie brakuje, jednak również wprowadzony jest z umiarem, wciąż pozostając w równowadze ze swego rodzaju grozą wydarzeń i emanującym z miasta mrokiem. Bardzo dobrze, pani autorko!

Dawno nie czytałem romansideł z istotami nadprzyrodzonymi w roli głównej. Swego czasu po prostu przejadły mi się już tego typu książki. Sięgając po Szeptem bałem się, że czara się przeleje i już nigdy więcej nie będę miał ochoty na tego typu luźną rozrywkę. Jednak pani Fitzpatrick wybroniła się wystarczająco, bym miał ochotę poznać dalsze losy Nory i jej przyjaciół (oraz wrogów). Grzech także nie wspomnieć o wspaniałym wydaniu książki: okładka powaliła mnie na kolana, jedna z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałem! Mówi się: "przyciągnij wyglądem, zatrzymaj charakterem", tutaj bardzo dobrze można by powiedzieć: "przyciągnij okładką, zatrzymaj treścią". Uczcie się, drodzy wydawcy, uczcie!



Ocena:
8/10