Tytuł oryginału: Millington's Second Raport
Autor: Martin ZeLenay
Liczba stron: 480
Wydawca: Wydawnictwo Znak



Pomyślmy przez chwilę w jakich pięknych czasach przyszło nam żyć: żadnych wojen na skalę światową, a co za tym idzie, rozwój cywilizacji pod wieloma kątami... Niestety, nie powinniśmy zbyt długo łudzić się, że jest to w stu procentach prawda. Wojny toczą się na co dzień: wojny z samym sobą, wojny o miejsce do życia, ale też wojny trwające w niektórych miejscach świata już od paru dobrych lat. Jednak przeciętna osoba nie zdaje sobie sprawy, jak działa system bezpieczeństwa w polityce, jak broni się nas przed atakami terrorystycznymi, o których planach nawet nie wiedzieliśmy. Martin ZeLenay postanowił pokazać nam, jak wygląda walka z terroryzmem od środka.

Frank Shepard, oficer tajnej jednostki troszczącej się o bezpieczeństwo kraju, musi godzić ciągłe życie w rozjazdach z rodziną. Niestety, nie wychodzi mu to zbyt dobrze: żonę i małą córkę widuje raz na jakiś czas i wie o nich tyle co nic. Sama żona też nie do końca zna człowieka, za którego wyszła: nikt spoza pracy nie może wiedzieć o zawodzie Franka. Gdy mężczyzna wpada na trop terrorystów powiązanych z niebezpiecznym Serovem, musi po raz kolejny zostawić swoją rodzinę i bez konkretnych wyjaśnień wyruszyć w drogę, by wpaść na trop Serova. Musi przy tym szybko myśleć - kto pierwszy ten lepszy.

Napisanie takiej książki to niezwykły wyczyn. Ciężko określić, co przeważa: odwaga czy brawura autora. Wszystkie kulisy pracy antyterrorystów i innych ludzi zajmujących się międzynarodowym bezpieczeństwem są silnie strzeżone i nikt z zewnątrz nie powinien wiedzieć jak to wygląda. Martin ZeLenay przeciwstawił się temu jednak bardzo sprytnie: mieszając fakty z fikcją tak, że nie wiadomo, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. To chyba jedyne dobre wyjście z tej sytuacji i za to autora szanuję.

Niestety, sama lektura męczyła mnie niesamowicie. Była to moja pierwsza przygoda z literaturą sensacyjną i liczyłem na naprawdę wartką akcję, trzymające w mocnym napięciu zwroty akcji. Zamiast tego dostałem niewyraziste postaci (do tej pory kojarzę tylko głównych bohaterów, Sheparda i Millingtona) i mnóstwo opisów raportów leżących na biurkach władzy. Oczywiście rozumiem, że jest to thriller polityczny i ta odmiana jest dosyć ciężka z właśnie tych względów, jednak myślę, że nawet tu dałoby się zainteresować przeciętnego czytelnika trochę bardziej. Akcja przyspiesza pod koniec: tak, wtedy czytałem z zainteresowaniem. Punkt kulminacyjny i rozwiązanie akcji nie zostawiają niedosytu, wszystko się wyjaśnia i zaspokaja ciekawość odbiorcy. To trochę rekompensuje moje wcześniejsze przytyki.

Pochwalić trzeba jednak język ZeLenaya. Gdyby nie informacja o polskim pochodzeniu autora w opisie, po stylu pisania w ogóle nie pomyślałbym, że ma on polskie korzenie. Pisze bardzo ciekawym i bogatym językiem, mimo że często bardzo rzeczowym (co owocuje wszystkimi suchymi faktami). Umie wprowadzić w niektórych scenach trochę humoru, który również nie jest taki prosty i rozumiany na pierwszy rzut oka. To właśnie język pana Martina ratuje w moich oczach tę książkę.

Nie chcę nikogo tu zniechęcać do przeczytania Tajnego Raportu Millingtona. Ba, fanów thrillerów politycznych wręcz zachęcam do zapoznania się z ZeLenayem: powinniście być usatysfakcjonowani. Mimo że lektura trochę mnie męczyła, nie skreślam jej. Jestem też pewien, że gdy już przez nią przebrniecie, poszerzy ona wasze pole widzenia i uświadomi, że niebezpieczeństwo czaić się może tuż za rogiem.



Ocena:
5/10