Tytuł oryginału: On The Eve of Destruction
Autor: Martin ZeLenay
Liczba stron: 480



Zło nigdy nie śpi, często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że niebezpieczeństwo czai się na nas tuż obok. Jednak ZeLenay nie poddaje się i po raz kolejny uświadamia nam to zagrożenie. Robi to wciąż pod przykrywką, wciąż mieszając fikcję z niepokojącą rzeczywistością. Czy U progu zagłady czymkolwiek różni się od Tajnego raportu Millingtona?

Otóż tak, różni się! Uznałbym to nawet za inną jakość od poprzedniej książki ZeLenaya. Może w tym momencie trochę hiperbolizuję, ale U progu zagłady czytało mi się po prostu przyjemniej. Powiem nawet, że gdyby to właśnie tą książką ZeLenay zadebiutował na rynku, moje nastawienie do jego książek byłoby dużo bardziej przychylne. Jednak w tym przypadku widzimy małą ewolucję w jego rozwoju jako pisarza. Może to nawet lepiej: człowiek nie tylko uczy się na błędach, ale powinien umieć je też poprawić i więcej nie powtarzać.

Co tym razem słychać u oficera Sheparda? Po ostatniej bohaterskiej akcji życie mężczyzny nabiera piękniejszych barw: jego żona wreszcie wie, czym naprawdę zajmuje się jej mąż, dzięki czemu zaczyna go rozumieć i ich życie rodzinne zaczyna się odbudowywać. Susan proponuje Frankowi zasłużony urlop: pada na Kretę. Jednak wczasy nie trwają długo, gdy oficer wpada na trop planowanego przez Koreę Północną zamachu terrorystycznego na Watykan. 

Ja już wspominałem: czyta się dużo lepiej, choć wciąż można się pogubić w natłoku wydarzeń i solidnej dawce polityki, gdy nie interesujemy się tym na co dzień. Na szczęście tym razem ZeLenay postawił na więcej akcji, a mniej objaśniania protokołów. I całe szczęście, bo dzięki temu można się skupić na samym biegu wydarzeń. A dzieje się sporo: nie tylko lepiej poznajemy rodzinę Shepardów, której autor tym razem poświęcił więcej czasu, nie tylko razem z Frankiem i jego współpracownikami próbujemy poznać szczegóły planowanego zamachu, ale też dane nam jest poznać przerażające codzienne działania Najwybitniejszego Przywódcy w państwie totalitarnym. Plus leci również za dobrze przedstawione wykorzystanie wydarzeń historycznych, i to nie tak nam odległych (wybory nowego papieża), jako punkt wyjścia do całej opowieści. Dzięki temu realizm ukazanych zdarzeń staje się jeszcze bardziej dobitny.

Bohaterowie również zyskali na wyrazistości. Już nie tylko najbardziej wyróżniają się Shepard i Millington, ale również żona i córka Franka, historyczka sztuki czy ekscentryczna profesor Stefanko. Bohaterowie nakreśleni zostają dokładniej, a jeszcze bardziej zachwycającą kwestią jest umiejętność ZeLenaya polegająca na tak trafnym tworzeniu interakcji między nimi, że wręcz ciężko myśleć, iż ich drogi krzyżują się przez przypadek. Dzięki temu historia staje się spójniejsza, łańcuch akcji-reakcji wydłuża się i tworzy nowe możliwości na poprowadzenie wydarzeń.

O ile przy debiucie pana Martina trochę się męczyłem, jego drugą książkę czytałem z zainteresowaniem i prawie zachwytem. Wciąż czegoś mi tu brakuje, jednak jest dużo lepiej i aż jestem ciekaw, czym ZeLenay mnie jeszcze zaskoczy.



Ocena:
7/10

ask                                                                                                                                                                                                                                                                                     Akcja 17! - 2/17