Tytuł oryginału: Deadline
Autor: Mira Grant
Liczba stron: 504
Wydawca: Wydawnictwo Sine Qua Non



Zombie jeszcze nigdy nie mieli się tak dobrze - z odwrotną proporcją w stosunku do ludzi. Jednak kolejne ofiary wirusa Kellis-Amberlee udostępniają coraz to bardziej interesujące fakty dotyczące epidemii. A na czele intrygujących newsów bardzo dobrze prezentuje się Najprawdziwsza Prawda: w obliczu niebezpieczeństwa ze strony zombie największym zagrożeniem pozostaje wciąż człowiek.

Shaun nie może się pozbierać po stracie Georgii. Zamyka się na świat, nie cieszy go już nawet dźganie zombiaków patykiem - dawniej jego ulubiona rozrywka. Ulgę w cierpieniu daje mu jedynie rozmowa z siostrą siedzącą w jego głowie, co podchodzi pod problemy psychiczne. Jednak wizyta niespodziewanego gościa w jego progach skutecznie odwróci jego uwagę od żałoby chociaż na moment...

Feed okazał się genialny, przez co oczekiwania czytelników wobec jego kontynuacji bardzo wzrosły. I nikt nie powinien być zawiedziony: Deadline to świetny dowód na to, że Mirze Grant nie miała po prostu szczęścia przy pierwszym tomie. Jej warsztat pisarski, oczytanie w dziedzinie wirusologii i celne stosowanie sarkazmu w odpowiednich momentach czynią z niej jedną z bardziej charakterystycznych pisarek z obszaru literatury popularnej. Ja jednak po lekturze drugiego tomu Przeglądu Końca Świata czuję pewien niedosyt. Brakowało mi czegoś, co znalazłem na stronach pierwszego tomu tej świetnej historii.

Chodzi mi tu przede wszystkim o narrację. Owszem, historia z perspektywy Shauna jest tak samo porywająca, jak opowiadana przez Georgię, a pomysł na kreację siostry jako dostępnej tylko do Shauna tulpy, była strzałem w dziesiątkę. Po prostu uważam, że sarkazm Shauna jest tu przesadzony, tak samo jak jego działania w przypływie agresji (choć rozumiem, że zabieg ten ma na celu pokazać nam jego porywczość - uważam tylko, że autorka mogła oszczędzić kilku takich samych reakcji bohatera, unikając przy tym schematyczności). Oprócz tego, wydawało mi się, że akcja została zbyt rozciągnięta: niby patrząc ogółem, fabuła jest świetna, wątki dobrze poukładane, ale w konkretnych rozdziałach akcja po prostu zatrzymuje się. I to nie tylko po to, by nie dostać zadyszki i nie nadążać za natłokiem szokujących wydarzeń: tu podczas tych przerw ewidentnie nic się nie dzieje. Na szczęście ten przytyk zrekompensowało mi świetne zakończenie, przy którym czytelnik nie wyrabia z ilością pytań formujących się w jego głowie.

Te minusy nie pozwoliły jednak na to, by Przegląd Końca Świata stracił w moich oczach. Deadline wciąż jest świetne. Tym razem mamy też okazję bliżej poznać pracowników Przeglądu..., co dało Grant możliwość popisania się swoim kreowaniem bohaterów. W wyniku tego poznajemy często irytującego Alarica, zdolnego do ogromnych poświęceń Dave'a czy waleczną, a przy tym czarującą Becks. Oprócz blogerów na stronach powieści pojawia się tajemnicza doktor Kelly, która okazuje się punktem wyjścia do akcji drugiego tomu, oraz bardzo specyficzną doktor Abbey, którą albo się uwielbia, albo nienawidzi. Tak, medycyna zawsze była ważna w trylogii Grant, a teraz motyw ten został urozmaicony dzięki ciekawym postaciom prosto z laboratoriów i placówek medycznych (owszem, takowe postacie występowały już w pierwszym tomie, jednak tu wychodzą z tła i mają większe znaczenie dla historii). I tu jestem też pod wrażeniem tego, jak wiele autorka wie o działaniu wirusów - nawet, gdy są one wymyślone - a co lepsze, jak potrafi zainteresować tym tematem niekoniecznie obeznanego w owej dziedzinie czytelnika. Na uwagę wciąż zasługuje kreowanie postów na blogi bohaterów książki: jest to świetny dodatek do każdego rozdziału, który przybliża nas do bohaterów, i często lepiej wprowadza nas w aktualne wydarzenia oraz otwiera przed nami ciekawe fakty z przeszłości bohaterów (nie mówiąc już o postach Fikcyjnych, które  u w i e l b i a m, między innymi za to, że autorka pokazuje nam swoją wrażliwszą stronę, a zarazem wszechstronność).

Deadline to wciąż ta sama jakość przekazu, jakim Mira Grant obdarowała Feed. Zestawienie człowieka z zombie jeszcze nigdy tak dobrze nie pokazywało, że nawet w takiej sytuacji wciąż człowiek = cZŁOwiek, jak spod pióra utalentowanej pani Grant. A świetnie wykreowana blogosfera może być dla nas, blogerów, utopią zamkniętą w dystopii (a może nawet możliwą do zrealizowania?). Pani Miro, czym jeszcze mnie Pani zaskoczy? Jestem pewien, że niejednym.



Ocena:
9/10