Cześć! To ostatni post w tym kończącym się niebawem roku. Mam nadzieję, że dobrze będziecie się dziś bawić, i że dla wielu z Was ta noc będzie niezapomniana :)
Od listopada nie było tu Kulturalnego Podsumowania Miesiąca, więc postanowiłem zrobić post z zestawieniem ulubionych tekstów kultury z tego roku. Choć prywatnie rok 2014 był różny, to ze strony kulturalnej i blogowej był bardzo owocny: czytam więcej niż zwykle (choć jesienią miałem z tym mały kryzys wynikający z obowiązków szkolnych), nadrabiam filmowe zaległości z "tych, które każdy powinien znać", rozruszałem bloga, udało mi się nawiązać współpracę ze świetnymi wydawnictwami, i Was jest tu więcej! Niezmiernie mnie to cieszy, i mam nadzieję, że nadchodzący rok 2015 będzie dla nas jeszcze lepszy, czego wszystkim nam życzę :) Przejdźmy więc do zestawienia. Uprzedzam tylko, że w zestawieniu znajdują się pozycje wydane tylko w tym roku. Gdybym wymieniał wszystko, co przypadło mi do gustu w 2014, niekoniecznie nowego, chyba nie wyrobiłbym do północy, a jednak trzeba znaleźć trochę czasu na uczczenie Nowego Roku ;) Zaznaczam też, że kolejność jest czysto przypadkowa, nie ma tu żadnego rankingu najlepszych z najlepszych.

Jedwabnik Roberta Galbraitha (Cormoran Strike #2)

Rowling jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Tym razem również. Pod pseudonimem pokazuje się nam z zupełnie innej strony, a wciąż genialnej. O Jedwabniku więcej przeczytacie tu już niebawem ;)









Po prostu świetna biografia-ale-nie-do-końca-biografia. Techniczny zespołu Coldplay w świetny sposób przedstawia czytelnikowi część życia grupy, a zwłaszcza skupia się na tym, jak nagrywanie, koncerty itp. wygląda za kulisami. Nie dowiemy się tego w zwykłej biografii, co sprawia, że książka ta jest jeszcze bardziej wyjątkowa. A uatrakcyjnia ją do tego charakterystyczny styl autora i jego język.





Mimo że seria ciągnie się już dość długo, mam do niej spory sentyment. Jedenasty tom podratował moją pogorszoną po poprzednich częściach opinię. Wreszcie zrobiło się ponownie ciekawie, no i autorek nie opuszcza bezcenny, charakterystyczny dla nich humor.







Jedna z moich ulubionych serii została w tym roku zakończona w Polsce. Czuję niesamowity sentyment do tej trylogii, i mam ochotę przeczytać ją ponownie. Trzeci tom utrzymał poziom swoich poprzedników, choć niektórych może trochę rozczarować. Jeśli mało Wam jeszcze klimatów znanych z Igrzysk Śmierci, gorąco polecam Wam trylogię od Marie Lu.






Gwiazd naszych wina (reź. Josh Boone)

Obejrzałem... wczoraj. Czekałem na ten film od przeczytania książki, a nie udało mi się wybrać na niego do kina. Czekałem więc na premierę DVD, bo wiedziałem, że będzie dla mnie tak wyjątkowy, że będę chciał mieć płytę w pokoju na półce (zwłaszcza, że mam ambitne plany utworzenia domowej filmoteczki obok regału z książkami) ;) Możecie mówić, że nie oddał wszystkiego, co książka. Ale oddał wszystko co najważniejsze. Wzruszył mnie chyba bardziej niż książka. Podczas oglądania miałem kilka drobnych zastrzeżeń, jednak przysłonił mi je ogólny odbiór filmu. Po prostu cudowny!



Recenzowany przeze mnie ostatnio, często uważany za zawód w porównaniu z poprzednikami, mnie nie zawiódł prawie w ogóle. Świetna adaptacja połowy Kosogłosa Suzanne Collins (wściekłbym się, gdyby źle oddali treść książki w filmie podzielonym na dwie części!), no i niesamowita Jennifer Lawrence, dla której warto poświęcić każdą minutę każdego filmu, w którym gra :)




Babadook (reż. Jennifer Kent)

Mówić tytuł poprawnie nauczyłem się dopiero w trakcie seansu. Jak dla mnie najlepszy film pokazywany na Halloweenowym ENEMEFie w Multikinie. Mimo że tytułowy potwór jest niemalże niewidoczny przez większość filmu, to właśnie to potęguje przerażenie u widza. Do tego świetna scenografia i wyśmienite ujęcia (jestem chyba chory, że zwracam uwagę na takie aspekty w czasie oglądania horroru, który przeraził mnie w tym roku chyba najbardziej...). Nie rozumiem przeciętnej oceny na filmwebie... Ode mnie wielkie POLECAM.


Boyhood (reż. Richard Linklater)

Bardzo ambitny projekt: reżyser przez dwanaście lat co roku zbierał tę samą obsadę, by nagrać kolejne sceny do filmu przedstawiającego życie chłopca do jego osiemnastych urodzin. Może chwilami wydawać się nudny, jednak warto obejrzeć ze względu na sam pomysł. A fakt przemijania czasu świetnie podkreślony został częstymi odwołaniami do popkultury.






American Horror Story: Freak Show (American Horror Story s04)

Obok Asylum najlepszy sezon American Horror Story. Nie mogłem doczekać się premiery, pierwszymi odcinkami byłem zachwycony, później coś ostudziło mój zapał. Jednak teraz, gdy sezon zbliża się ku końcowi, akcja znowu nabrała tempa, i jestem zachwycony, zwłaszcza po najnowszym odcinku! Sarah Paulson przeszła samą siebie w roli sióstr syjamskich Bette i Dot, a do tego Jessica Lange... to Jessica Lange, i jest po prostu niezastąpioną gwiazdą każdego sezonu tego serialu.




Oba sezony obejrzałem jednym tchem, a zakończenie drugiego jest o tyle dobre, że rozwiązało kilka spraw, przez co oczekiwanie na sezon trzeci nie boli mnie tak bardzo jak mogłoby w innym przypadku. O Orange... już kiedyś pisałem i do tej pory swojego zdania o tym serialu nie zmieniłem, Gorąco polecam!





Suits (s04a)

Za niecały miesiąc rozpocznie się emisja drugiej połowy czwartego sezonu, na którą ze zniecierpliwieniem czekam. Mimo że z serialami o prawnikach mi nie po drodze, w tym jest coś wyjątkowego... między innymi gra Gabriela Machta i fenomenalna Sarah Raferty w roli Donny Paulsen. No polecam, po prostu polecam: nie zawiedziecie się.





Gra o tron (s04)

Czwarty sezon skończyłem oglądać... dwa dni temu. I bardzo dobrze zrobiłem zwlekając, bo dzięki temu nie muszę czekać tak długo do premiery piątego sezonu. A cliffhangery w Grze o tron potrafią być naprawdę okrutne. Świetni bohaterowie (oraz świetnie straszni), przemyślane przeplatanie się wątków, co równa się równie przemyślanej narracji i... to coś. W Grze o tron jest coś, co sprawia, że nie jest nazywana jednym z najlepszych seriali wszechczasów bez powodu. Stawiam na świetną grę aktorską, genialny fantastyczny klimat i... można tak wymieniać naprawdę długo. Może kiedyś rozpiszę się o Grze o tron bardziej. (Emilia Clarke aka Danny jest cudowna, no musiałem) 

Tutaj polecę po kolei z ulubionymi teledyskami do ulubionych kawałków z nowych albumów ulubionych artystów. Muszę przyznać, i możecie mnie za to bić, ale jestem miłośnikiem popu (choć uważam, że popu dość ambitnego, przynajmniej mam taką nadzieję), ale jestem otwarty na inne gatunki muzyczne. W tym roku otworzyłem się całkiem nieźle: zaczyna interesował mnie indie pop, rock i powoli także zagraniczny rap. Zobaczymy jak pod tym względem rozwinę się w przyszłym roku ;)



Marina And The Diamonds - Happy (singiel)

Marina w kwietniu powraca z nowym albumem, a do tego czasu co miesiąc dzieli się z fanami nowym kawałkiem z oczekiwanej płyty. Mariną oczarowany jestem od października, a zachwyciło mnie, że w tym też czasie zapowiedziała nowy album :) Czekam, a tymczasem zakochany jestem w powyższej piosence (jest to wersja akustyczna, ale od oryginału nie różni się prawie wcale).



Ed Sheeran - x

Album x jest genialny, a powyższy klip jest jednym z najlepszych od Eda. Obok Thinking Out Loud wśród moich faworytów z najnowszego albumu znajdują się Don't i One. Boli mnie, że bilety na jego koncert w Warszawie zostały wyprzedane tak szybko i nie wiem, czy uda mi się być w lutym na tym koncercie... Zobaczymy :)



Sia - 1000 Forms of Fear

Jakimś wielkim fanem Sii nie jestem, jednak 1000 Forms of Fear to naprawdę dobry album z naprawdę dobrymi kawałkami (chociażby Big Girls Cry, Burn The Pages, Dressed In Black czy znany już wcześniej z filmu W Pierścieniu Ognia Elastic Heart). Można się śmiać z "piosenki o żyrandolu", ale nie zmienia to faktu, że pod względem muzycznym jest to naprawdę dobra produkcja.



Iggy Azalea - The New Classic

Może Iggy nie jest jakąś górnolotną raperką, ale jej debiutancki album słucha się naprawdę dobrze. Zajawkę na Azaleę złapałem w wakacje, i ten właśnie album towarzyszył mi przez ich większą część. Polecam szczególnie kawałki Goddess i Rolex.



Slash - World On Fire

Jeden z kawałków z najnowszego albumu Slasha. Zostałem nim zarażony przez koleżanki, za co serdecznie im teraz dziękuję :) Głupio pisać tu coś więcej... Slash to po prostu klasyka, a najnowszy album jest tak fenomenalny jak pozostałe.



I to by było na tyle. Dawniej robiłem postanowienia noworoczne, teraz jestem do nich raczej sceptycznie nastawiony... Od strony bardziej blogowej chcę w nowym roku czytać jeszcze więcej, oglądać więcej filmów i seriali, odkrywać mnóstwo dobrej muzyki i regularnie pojawiać się tutaj :) Przepraszam też bardzo, że nie udało mi się zorganizować obiecanego konkursu... Wynagrodzę Wam to w nowym roku :) A teraz jeszcze raz życzę Wam wszystkiego co najlepsze w rok 2015 i świetnej zabawy dzisiaj! Też już uciekam, bo zeszło mi z tym postem dłużej niż planowałem... Ale nie uważam tego czasu za stracony ;) Trzymajcie się!