Tytuł oryginału: The Silkworm
Autor: Robert Galbraith
Liczba stron: 480



W kryminałach trzeba trzymać się stałych struktur. Ogranicza to możliwości pisarzy chcących wprowadzić do tego gatunku coś nowatorskiego. Częsta przewidywalność zakończeń czy świadomość występowania licznych zwrotów akcji nie zniechęca jednak czytelnika do poznawania historii ludzi próbujących rozwikłać zagadki licznych przestępstw. Jest to coś specjalnego tylko dla tego gatunku: podejrzewamy, jak skończy się historia, jednak skupiamy się na tym, jak autor ją prowadzi. Jedwabnik to drugi tom serii o Cormoranie Strike'u autorstwa Roberta Galbraitha (yhyyym...) i jest jeszcze lepszy od tomu pierwszego.

Czy ktoś jeszcze nie wie, kim jest Robert Galbraith? Kto nie wie (a bardzo dziwne, bo kilka miesięcy po jego debiucie w mediach było o nim dość głośno), szybko to nadrabiamy... W sumie nawet nie muszę tego pisać, wystarczy że chwycicie za egzemplarz którejkolwiek książki Galbraitha w wersji polskiej: jak byk napisano, że Robert Galbraith to pseudonim J. K. Rowling. Bardzo dobra akcja promocyjna, której pisarka właśnie chciała uniknąć. Po sukcesie serii o Harrym Potterze i różnym przyjęciu jej jako autorki książek dla dorosłych (Trafny wybór), Rowling postanowiła pisać pod pseudonimem, kreując osobę Roberta Galbraitha. Chcąc skupić się na jakości książki, a nie na popularności jej nazwiska, wydała debiutancki kryminał pod tytułem Wołanie Kukułki, który został oceniony przez krytyków jako bardzo dobry debiut (choć zabawne i zarazem przerażające jest, że początkowo książka została odrzucona przez któreś z wydawnictw - smutne jak wielki wpływ na ocenę ma nazwisko autora). Jakiś czas po premierze książki wyciekła informacja o tym, kto jest jej prawdziwym autorem. Oczywiście Wołanie... automatycznie zyskało na wielkiej popularności i zaczęto sprzedawać prawa do tłumaczenia za granicą (w tym na język polski). Wściekła Rowling nie zrezygnowała jednak z projektu i postanowiła kontynuować serię wciąż pod nazwiskiem Galbraith. I tak oto doszło do wydania Jedwabnika.

Wołania Kukułki nie recenzowałem, ale byłem nim zachwycony. I bez bicia przyznaję się do winy: gdyby nie informacja o tym, kto jest prawdziwym autorem książki, możliwe że długo nie zwróciłbym na nią uwagi. Po prostu ufam Rowling. Pisarce, a nie jej nazwisku. Nie zawiodła mnie do tej pory żadną swoją książką, i nie zawodzi pisząc jako Robert Galbraith.

Do kancelarii Cormorana Strike'a przychodzi żona pisarza Owena Quine'a. Jej mąż zaginął. Twierdzi, że często zdarzało mu się znikać, jednak tym razem kobieta niepokoi się. Niesprzyjające są okoliczności zaginięcia: pisarz niedawno skończył prace nad rękopisem historii, która pod przykrywką metafor i alegoryczności ujawnia brudy środowiska literackiego. Zaintrygowany Strike przyjmuje zlecenie, obawiając się czy w ogóle otrzyma za nie wynagrodzenie. Czy uda mu się powtórzyć sukces rozwiązania sprawy śmierci Luli Landry, co uratowało jego podupadającą kancelarię?

Jedwabnik jest jeszcze lepszy od Wołania Kukułki. Początkowo nie wierzyłem, że ocenię go tak dobrze, bo przez pierwsze rozdziały miałem problem z przestawieniem się na nową sytuację kryminalną i poznaniem nowych bohaterów. Można czuć się przez kilka chwil skołowanym, lecz zaraz potem Galbraith po prostu zachwyca. Trzeba docenić fakt przedstawienia środowiska literatów: rzadko mamy do czynienia z takim tematem, a jeszcze rzadziej możemy poczytać o jego mrocznych stronach opisanych tak szczerze (mimo że nie dosłownie), że trudno oprzeć się wrażeniu, że ten świat rzeczywiście tak działa. Bohaterowie przedstawieni niesamowicie ludzko. Galbraith lubi zagłębiać się w psychologię człowieka, przez co postaci są jeszcze prawdziwsze. Cormoran jest genialnym głównym bohaterem: niepozbawionym słabych stron, ale tak intrygującym, że chce się go poznać bardziej i bardziej. Robin w Jedwabniku bywa momentami męcząca: jej ciągłe zadzieranie nosa usprawiedliwiane niepewnością, czy Strike traktuje ją poważnie, bywa irytujące. Koniec końców jest jednak świetną partnerką, która zachwyca swoją determinacją i umiejętnościami. W Jedwabniku mamy okazję lepiej poznać jej narzeczonego, Matthew. Można go uznać za najbardziej denerwującą postać w całej serii, która zupełnie nie pasuje do klimatu powieści, a jednocześnie jest bardzo potrzebna do ukazania problemów Robin. Całe środowisko literackie generalnie zostało przedstawione jako banda snobów. Do tego praktycznie nikt nie zostaje bez jakiejkolwiek winy w obliczu zbrodni. Po lekturze obu tomów można mieć wrażenie, że Galbraith lubi pisać o zbrodniach w środowiskach bogaczy, ludzi popularnych i jednocześnie aroganckich. Liczę, że wciąż pójdzie tym tropem, bo mimo że w kryminałach otoczenie to jest ukazywane często, jednocześnie czuć co do niego pewien niedosyt. Galbraith ma tu duże pole do popisu w ujawnianiu mrocznej natury takich ludzi, a umieszczanie detektywa w takim elitarnym gronie może ukierunkować całą serię i podkreślić specjalizację Strike'a. Byle tylko nie przesadzić i nie popaść w monotonię.

Czas na chyba największy plus całego Jedwabnika. Galbraith miał tu niesamowite pole do popisu w operowaniu kiczem, kampem i absurdem. Począwszy od szkatułkowego opisu rękopisu napisanego przez zaginionego pisarza a kończąc na powalającym na łopatki opisie okoliczności zabójstwa. Widać tu czysty talent w operowaniu językiem i bezkompromisowość. Książka jest odważna, niektórych może wręcz obrzydzić, ale sprawia to tylko, że jeszcze lepiej pokazuje warsztat pisarski autora.

Przyczepić się można jedynie do pewnej przewidywalności niektórych wydarzeń. I nie mowa tu już o charakterystycznych punktów charakterystycznych dla historii kryminalnych. Tutaj chwilami po prostu wiadomo, kim jest tajemnicza postać, co zrobi, jaki może mieć wpływ na następne wydarzenia. Rekompensuje to jednak zakończenie ujawniające prawdziwego winnego. Nawet teraz czuję dreszcze przypominając sobie, jak autor przez całą powieść podsuwa nam charakterystyczne cechy zbrodniarza, a jednocześnie zwodzi nas nie pozwalając nam się domyślić, kto nim jest, dopóki sam nam tego nie powie. Nie bez powodu niektórzy ludzie lubią najpierw poznać zakończenie kryminału, by później podczas lektury szukać wszystkich poszlak wskazujących na winnego. Po przeczytaniu Jedwabnika aż chce się pluć sobie w brodę, że nie zrobiło się podobnie, bo wskazówki są nam serwowane praktycznie na srebrnej tacy.

Pomiędzy Wołaniem Kukułki a Jedwabnikiem widać bardzo duży progres. Galbraith w powieściach kryminalnych czuje się coraz swobodniej i pozwala sobie na coraz więcej. Drugi tom serii o Cormoranie Strike'u idealnie to pokazuje. Świetna historia, świetni bohaterowie i świetny styl pisania wręcz skazuje Jedwabnika na sukces. Tymczasem ja ze zniecierpliwieniem czekam, czym autor zszokuje i zachwyci mnie w trzecim tomie serii. Jestem prawie pewien, że się nie zawiodę.



Ocena:
10/10