Tytuł oryginału: The Voices
Reżyseria: Marjane Satrapi
Scenariusz: Michael R. Perry
Czas trwania: 1 godzina 47 minut



Produkcja filmu pośrednio czy bezpośrednio mówiącego o jakiejś chorobie to nie lada wyzwanie. Jak poruszyć widza do tego stopnia, by na końcu wybuchł płaczem? Jak odgonić się od krytyków zarzucających "tanie zagranie na tragedii bohatera"? Można podejść do tematu z lekkim przymrużeniem oka, nie hamując się przed pokładami absurdu. Tak jak Marjane Satrapi w Głosach.

Jerry (Ryan Reynolds), pracownik fabryki, choruje na schizofrenię. Po spowodowanym niechcący zabójstwie zwraca się o pomoc do swojego psa i kota. Ciągnie to za sobą serię niefortunnych wypadków...

Opis brzmi lekko infantylnie i dość absurdalnie, prawda? Bo taka właśnie jest cała ta produkcja. Absurd, a nawet lekka groteska grają tu pierwsze skrzypce przez prawie dwie godziny, a to pierwsze kumuluje w dość dziwacznym, jednak wciąż mającym jakiś sens zakończeniu.

Cały film potrafią skraść zwierzaki Jerry'ego: Pan Whiskers i Bosco. Kot i pies są interesującymi kreacjami diabła i anioła, doradzających bohaterowi, co powinien zrobić. Szczególnie intrygujący jest właśnie Pan Whiskers, który nieustannie próbuje ściągnąć Jerry'ego na złą drogę. Mimo że kot pełni w Głosach funkcję czarnego charakteru, jest wciąż najzabawniejszą postacią w filmie. Co ciekawe, to Reynolds użycza głosu zwierzakom, świetnie operując akcentami i modulacją głosu.

Obsada prezentuje się całkiem nieźle. Pomijając już Reynoldsa, który obronił swą grą zarówno głównego bohatera jak i zwierzaki, na uwagę zasługuje kobieca część obsady. Piękna Gemma Arteton o pięknym głosie i pięknym brytyjskim akcencie czarująco wciela się w główny obiekt westchnień Jerry'ego, Fionę. Nie ustępuje jej również Anna Kendrick, której postać, Lisa, jest jeszcze bardziej interesująca. Kendrick bardzo emocjonalnie podeszła do swojej roli, owocując całkiem zadowalającą wiarygodnością, wystarczającą w ramach świata pełnego absurdu. Na uwagę zasługuje także Jackie Weaver, grająca mające dobre intencje, jednak niezbyt pomagającą głównemu bohaterowi Dr Warren.

Psychologiczna strona filmu ma się bardzo dobrze, jeśli potrafi się odróżnić zamierzone sprzeczności i ironię od prawdziwych problemów. Mimo to reżyserce nie udało się przedstawić problemu schizofrenii wystarczająco poważnie: absurdalność trochę za bardzo przysłania ten problem i choć jest to działanie zamierzone, to odrobinę infantylizuje całą chorobę. Jednak pomijając ten minus, trzeba zwrócić uwagę na świetną i bardzo ciekawą budowę głównego bohatera: jest niepoprawnym optymistą, co skutkuje odstawieniem leków, który nieświadomie zraża do siebie ludzi, jednak nic sobie z tego nie robi, naiwnie działa dalej i nie przejmuje się odrzuceniem, bo nie odczuwa go bezpośrednio. Dzięki retrospekcjom poznajemy dzieciństwo Jerry'ego: jego ciężką relację z ojcem, przykre losy matki i zbyt trudne dla dziecka wybory, które musiał rozpatrywać. Ten portret psychologiczny w obliczu choroby wzbogacony zostaje jeszcze bardziej w prawdopodobnie najlepszej scenie z całego filmu: gdy Jerry w końcu po raz pierwszy od długiego czasu zażywa leki. Gdy zaczynają działać, kilkutonowym ciężarem spada na niego przytłaczająca przykra rzeczywistość: pies i kot nie odzywają się do niego ani słowem, gadające głowy w lodówce uciążliwie milczą i w ciszy ulegają powolnemu procesowi rozkładu. Jerry uświadamia sobie swoją wielką samotność, nie potrafi wytrzymać męczącej ciszy, trzeźwo zaczyna docierać do niego, skąd pochodzą ślady krwi na ścianach. Na chwilę znika z filmu cała absurdalność i groteska, pozostaje sam Jerry, sam sobie. To najmocniejszy obraz w całych Głosach, Marjane Satrapi szarpie u odbiorcy najgłębszą struną współczucia.

Szkoda psuć moment na rozpatrywanie kwestii technicznych. Trzeba jednak przyznać, że scenografia mieszkania Jerry'ego tworzy niesamowity klimat, wzmacniany wraz z rozwojem akcji i kolejnymi gośćmi przychodzącymi do niego. Ta lekka ciasnota i ciemność w budynku efektownie kontrastują z otwartą, jasną przestrzenią na zewnątrz, pokazując przywiązanie bohatera do domu.

Mimo że Głosy nie są w stu procentach trafnym poruszeniem problemu schizofrenii, to wciąż pozostają udaną próbą ukazania go poprzez przesadę. Absurd i groteska mają tu swoje uzasadnione miejsce, warto przyjrzeć się tej produkcji chociażby, by móc poznać te niedorzeczne, ale wciąż sensownie zastosowane zabiegi. A jeśli nie kupicie tej zabawy nonsensem, na pewno wszystko zrekompensuje Wam Pan Whiskers.



Ocena: 7/10