Długo czekałem na to spotkanie. Bo Trudi Canavan jest osobą niezwykłą: inspirującą, ogromnie utalentowaną, a jej wyobraźnia zdaje się nie mieć żadnych barier. Cenię to w ludziach bardzo, co tym bardziej skłoniło mnie do wybrania się na spotkanie z autorką organizowane przez Empik w Bonarce i wydawnictwo Galeria Książki. I choć w świecie książek Trudi jestem jeszcze świeżakiem (za mną dopiero pierwszy tom Trylogii Czarnego Maga i jestem w trakcie lektury Uczennicy Maga), to już wiem, że chcę pozostać w nim na dłużej.


Spotkanie zaczynało się o 18:00, jednak ja byłem na miejscu dużo wcześniej. Czekałem na Caroline, a gdy tylko się zjawiła, ruszyliśmy do Empiku. Byliśmy bardzo zaskoczeni, gdy na miejscu nie zastaliśmy prawie nikogo. Może to dlatego, że przyszliśmy stosunkowo wcześnie. Organizatorzy rozkładali krzesła, przygotowywali miejsce dla Gwiazdy Wieczoru, a my szwędaliśmy się między półkami, przeglądając książkowe nowości. Rzeczywiście, z chwilę na chwilę zbierało się więcej ludzi i skończyło się tak, że mimo przyjścia jako pierwsi, skończyliśmy bez miejsc siedzących. No cóż, coś za coś.


Kilka minut przed oficjalnym rozpoczęciem Caroline szturcha mnie i wskazuje na kogoś. To Trudi! Stała na uboczu rozmawiając z organizatorami i profesjonalnie wtapiając się w otoczenie. Nasze podekscytowanie narastało i w końcu wybiła osiemnasta. 


Trudi z gracją wchodzi i uśmiechnięta zasiada przed nami. Od razu poczułem jej relację z czytelnikami: bez żadnego odpychającego dystansu czy nieprzystępności. Obok zasiadł pan tłumacz, który choć bardzo sympatyczny, rozmawiał z autorką z bardzo męczącym, polskim akcentem. W dodatku użyto bardzo słabego nagłośnienia, przez co chwilami ciężko było kogokolwiek z wypowiadających się usłyszeć. Organizacja lekko kulała.


Na szczęście wszystko rekompensowała bohaterka spotkania, która jak dla mnie mogłaby mówić nawet w obskurnym pubie, bo słuchało się jej wspaniale. Okazała się osobą ze świetnym poczuciem humoru, opowiedziała trochę o swoim procesie twórczym, a także wymieniła cztery słowa, których nauczyła się już po polsku :)



Po odpowiedzi na kilka pytań od czytelników, rozpoczęło się podpisywanie książek i zdjęcia. Dostaliśmy karteczki, na których mieliśmy zapisać swoje imiona na wypadek, gdyby Trudi nie do końca je rozumiała. Z moim dała sobie radę i tak oto mam teraz na półce podpisaną przez autorkę książkę, od której zaczęła się moja przygoda ze światem Kyralii.

Po mnie przyszła kolej na Caroline, która miała okazję poznać Trudi już na poprzednim spotkaniu, na którym ja nie mogłem się niestety pojawić. Przywitanie się z autorką skończyło się dla niej szczególnie miło, bo ta pamiętała ją i jej bloga właśnie z poprzedniej wizyty w Krakowie :) Ale o tym przeczytacie pewnie trochę więcej już niedługo na Books-Silence.

Wyszliśmy stamtąd pełni pozytywnej energii i spełnienia. To wspaniałe uczucie poznawać osobę, której każde słowo zamknięte jest w książce dumnie stojącej na półce w twoim pokoju. Liczę, że to nie ostatnie spotkanie z tą wspaniałą kobietą. Radzę Wam: jeśli tylko będziecie mieli szansę spotkania z nią, nie wahajcie się ani przez chwilę. Na pewno nie pożałujecie, a wręcz przeciwnie: zostaniecie naładowani solidną porcją optymizmu i inspiracji. A teraz uciekam do lektury Uczennicy Maga, bo czytanie książki twórcy, którego udało się spotkać na żywo to zupełnie nowe, wspaniałe doświadczenie. Polecam i życzę Wam tego mocno.




(Jeśli chcecie być w przyszłości razem ze mną na bieżąco przy podobnych wydarzeniach, zapraszam Was na mojego Snapchata: emj0t :))