Czy kiedykolwiek po przeczytaniu książki odczuwałeś czytelniczy kryzys, bo myślałeś, że po ostatniej lekturze żadna następna nie okaże się tak dobra? Ze wstrętem patrzyłeś na kolejne pozycje na półce, bo czekają i czekają na przeczytanie, a Ty tak tylko stałeś tam i z rosnącą pogardą myślałeś "nigdy jej nie dorównacie"? Jeśli nie, to może i lepiej dla Ciebie, bo może nie do końca fajnie by było, gdyby ktoś zauważył Cię w takiej sytuacji (i skończyłoby się na "Bożeeeee, znajdź sobie w końcu dziewczynę"). A jeśli byłeś już w takiej sytuacji, to pozwól, że dobiję Cię i podniosę na duchu jednocześnie. Ostatni tom Przeglądu Końca Świata zapewni Ci dokładnie to samo. Ale to nieważne, bo ta seria naprawdę jest warta popadnięcia w lekką depresję.

Nie ma lekko. Ekipa Przeglądu Końca Świata jest poszukiwana w całym kraju przez rząd zawzięcie planujący swój wielki spisek i nieubłaganie wprowadzający w życie swoje kolejne plany. Jakby tego było mało, do ekosystemu wprowadzone zostają zmutowane komary zdolne przenosić wirus Kellis-Amberlee, a co za tym idzie - więcej zombie na ulicach. Czy może być gorzej? Ano może. Georgia zostaje sklonowana, a stojące za tym CZKC nie zawaha się jej użyć jako przynęty na tęskniącego za swoją zmarłą siostrą Shauna. Koniec jest bliski, nie wiadomo tylko dla kogo okaże się bliższy...

Ta seria to mistrzostwo. W tym momencie recenzję można by już zakończyć, ale mimo wszystko warto pokusić się tu o jakąś argumentację (choć dla tych, którzy Przegląd... czytali, może wydawać się oczywista). Mira Grant w swojej trylogii zawarła wszystko, czym powinny cechować się dobry thriller, dobra dystopia i dobra lektura science fiction. W Blackout dalej popisuje się swoją wiedzą z zakresu wirusologii, horrorów i technologii (oraz, jak zasugerowała w Podziękowaniach, nie boi się uzupełniać swoją wiedzę, pytając i szukając informacji). Zwieńczenie trylogii ma w sobie jednak coś więcej. Coś, czego brakowało w Deadline, a do tej pory pozostawało tylko w Feed. Tym czymś jest narracja. A tym kimś jest postać Georgii.

W drugim tomie trylogii wydarzenia były nam opowiadane tylko przez Shauna. Na dłuższą metę okazało się to trochę męczące. Dlatego opowiadanie historii z Blackout z dwóch perspektyw - Shauna i Georgii, na przemian - okazało się najlepszym kompromisem i oddało ducha pierwszego tomu, który był wręcz idealny. Postać Shauna jest bardzo interesująca, ale specyficzna. Mimo że można się przy nim dobrze bawić, irytujące staje się ciągłe powtarzanie o jego postępującej chorobie psychicznej. Jest to podane w zabawnym tonie, ale wciąż: jak długo można tak wytrzymać, gdy wzmianka o niej następuje co kilka stron? Owszem, problem Shauna jest ważnym elementem historii, ale autorka poświęciła mu zdecydowanie za dużo miejsca. Dlatego mimo że Shaun to świetna, intrygująca postać o niewyparzonym języku, często nie można doczekać się kolejnego rozdziału pisanego z perspektywy Georgii. Tutaj narracja jest mistrzowska: wyważona, przemyślana, niczego nie jest za dużo, niczego nie jest za mało. Georgia to bohaterka równie niesamowita jak Shaun, ale do tego może się pochwalić lepiej rozwiniętym darem do opowiadania historii. Mogło to być zamierzonym zabiegiem pani Miry: w końcu Georgia jest bloggerką Newsie, więc wręcz musi cechować się wyważonym stylem pisania, choć również nie żałuje nam przy tym ironii i poczucia humoru. I za to czytelnik ją uwielbia.

Dlatego do stylu Grant nie można się przyczepić. Jest wszechstronna, subiektywna i obiektywna wtedy, gdy trzeba. Jej bohaterowie są nietuzinkowi, co chwilę pokazują pazury, zabawiają nas i budzą w nas podziw. A czasem irytują, ale tylko w takim stopniu, by pokazać ową wszechstronność autorki. Na uwagę zasługują też rozmaite wiadomości internetowe pisane przez bohaterów książki i dodawane na koniec każdego rozdziału. Każdy z publikujących ma swój unikalny styl, a po jakimś czasie już po kilku zdaniach wiemy, kto napisał kolejną wiadomość. Mamy tu posty z blogów czy wiadomości e-mail. Autorka nawet nimi potrafi wprowadzić do swojej historii takie zamieszanie, że nawet czytając te wiadomości wyczuwamy kolejną intrygę i już sami nie wiemy, komu ufać. Do tego trzeba mieć unikalny talent, Mirze Grant go nie brakuje.

Jeśli jeszcze nie miałeś kontaktu z Przeglądem Końca Świata, proszę, napraw swój błąd. Ta trylogia to literackie objawienie gatunku science fiction ostatnich lat, a w tych słowach nie ma ani grama przesady. Nie czytałeś jeszcze tak niekonwencjonalnej historii o apokalipsie zombie, tak przemyślanej, tak wciągającej i tak intrygującej. A zwieńczenie trylogii pokazuje to, co w stylu pisania Grant najlepsze: kilogramy sarkazmu, imponująca znajomość popkultury, medycyny i nowoczesnych technologii oraz niepowtarzalny sposób snucia swoich opowieści. Historia Georgii i Shauna Cię zaintryguje, przyciągnie do siebie na trzy tomy, a na koniec powali na ziemię tak, że nie będziesz chciał wstać ani chociaż spojrzeć na inną serię, bo nie będzie to Przegląd Końca Świata. I nie będzie to spowodowane niesatysfakcjonującym zakończeniem, wręcz przeciwnie: po prostu będziesz chciał zostać z bohaterami na dłużej. Ale warto przymknąć oko na to chwilowe załamanie, bo jedno jest pewne: nie będziesz żałował ani minuty spędzonej przy książkach Miry Grant.



Ocena: 10/10


Tytuł oryginału: Blackout | Autor: Mira Grant | Liczba stron: 512 | Wydawca: Wydawnictwo Sine Qua Non