Remake'i nie są niczym nowym, czasem lepsze, czasem gorsze (cały czas obawiam się dnia, w którym usłyszę o tym, że ruszają zdjęcia do nowej wersji mojej ukochanej serii o chyba znanym Wam trochę czarodzieju z blizną na czole). Co może jednak pomyśleć przeciętny człowiek na wieść o przerobieniu jednej z popularniejszych serii horrorów na serial... przez MTV? Tak, to MTV: muzycznej telewizji od Ekipy z New Jersey, Nastoletnich Matek czasem jakiegoś teledysku obok przerwy na reklamy. Przeciętniak wzruszy ramionami i przewinie tę wiadomość wysyłając telepatyczną prośbę do administratorów Facebooka o wprowadzenie zakazu zaśmiecania jego osi czasu takimi nonsensami. Ale jako że ja przeciętniakiem nie jestem, to tego nie zrobiłem. Zamiast tego wzruszyłem ramionami, przewinąłem wiadomość wysyłając telepatyczną prośbę i następnego dnia włączyłem pierwszy odcinek Scream: The TV Series.

Wszystko zaczyna się od nieszczęsnego filmiku, na którym nastoletnia Audrey Jensen (Bex Taylor-Klaus) całuje się w samochodzie z dziewczyną. Filmik trafia do sieci i staje się viralem. Tej samej nocy ginie jedna z dziewczyn odpowiedzialna za owe nagranie... A to dopiero początek serii zabójstw łudząco podobnych do tej, która miała miejsce kilkanaście lat temu w tym samym miasteczku. Czyżby pokonany wtedy Brandon James wrócił właśnie zza grobu?




No dobra, był jeszcze jeden powód, dla którego chciałem zobaczyć ten pierwszy odcinek... Dowiedziałem się, że gra tam znana z Disneya Bella Thorne, do której mam dość ambiwalentny stosunek. Byłem ciekaw, jak może sobie poradzić w horrorze... albo w czymś, co horror ma przypominać. Cóż, na Bellę nie napatrzymy się długo, dużo robić też nie musiała, po prostu zrobiła to, co zrobić musiała. Główną bohaterką nie jest też wspomniana wyżej Audrey - ona staje się tylko uczestniczką niemiłego incydentu, który napędza całą akcję serialu i łączy się z głównym wątkiem morderstw. Audrey jest za to najbardziej wyrazistą z postaci i jedną z najbardziej intrygujących - Bex Taylor-Klaus poradziła sobie z rolą naprawdę dobrze. Szkoda, że na chwaleniu jej trzeba skończyć. Pozostali bohaterowie niemalże niczym się nie wyróżniają, tak samo jak aktorzy ich odgrywający. Tutaj jest tylko jeden plus: aktorzy wyglądają dość przeciętnie jak na standardy w serialach o nastolatkach i to naprawdę dobry ruch. W końcu czy w każdej szkole znajdziemy uczniów o nieskazitelnej urodzie, perfekcyjnym make-upie, a jedyną oznaką brzydoty i frajerstwa są okulary na nosie? W tym przypadku twórcy wprowadzili miłą odmianę. Nie odeszli jednak od utartych schematów: mamy tu typową elitkę amerykańskiej szkoły z typowymi Barbie, inteligentną Barbie, baseballistami i Emmę o nieskazitelnym sercu (Willa Fitzgerald), która Denerwuje najmocniej (tak, przez duże "d"). Kto by pomyślał, że to ona staje się główną ofiarą nowego mordercy... Ale mówiąc poważnie: dziewczyna prawie w ogóle nie zamyka ust, co chwile wzdycha i krzywi się, a do tego próbuje udobruchać wszystkich dookoła. I - jakżeby miało być inaczej - to z nią musimy męczyć się najdłużej. Pomijając główną bohaterkę mamy jeszcze geeka o imieniu Noah (John Karna), który wraz z rozwojem akcji coraz bardziej zbliża się do ludzi z elity (zabójca w mieście potrafi jednak zjednoczyć ludzi). Choć też irytujący, pełni bardzo ciekawą i ważną dla serialu rolę, sprawiając, że Scream od MTV wcale nie jest taki beznadziejny, jak się może wydawać.

Noah niemal burzy czwartą ścianę. Twórcy użyli tej postaci, by w pewnym stopniu wytłumaczyć się w ogóle z pomysłu na serial. Nastolatek prawie zwraca się do nas z wytłumaczeniami, dlaczego lepiej obserwować bohaterów horroru w serii odcinków aniżeli w pojedynczym filmie. Jego narracja jest bardzo dobrze wpleciona w otoczenie, chociażby przez jego błyskanie wiedzą na lekcjach angielskiego. Dopełnia to świetny montaż, który czasem mówi za samego bohatera. Tak, to powód, dla którego nie wyłączyłem pierwszego odcinka po tym, jak Bella Thorne znika z ekranu.




Jest jeszcze jedna postać, o której trzeba wspomnieć: Piper Shay (Amelia Rose Blaire), autorka internetowego podcastu o słynnych morderstwach. Dziewczyna oczywiście pojawia się w centrum fali zbrodni, towarzyszy naszym bohaterom i zaprzyjaźnia się z Emmą. Jest to bardzo ciepła postać, ale ma swoją drugą, intrygującą stronę. Choć prawdą jest, że każdy tu ją ma i nikomu nie można ufać w stu procentach, co wyszło twórcom przekonująco. 

Serial jest pełen odwołań do popularnych horrorów, książek, seriali. Osobiście uwielbiam nawiązania do popkultury w jej innych tekstach. Czyni to utwór bardziej bliskim naszej rzeczywistości i często staje się przez to bardziej realistyczny. Tak jest i tutaj, choć trzeba przyznać, że z jednym twórcy pojechali trochę za daleko. Otóż motyw prześladowania Emmy aż za bardzo przypomina to, z czym od sześciu sezonów borykają się biedne bohaterki Pretty Little Liars. Cóż, o tyle dobrze, że w Scream udało się to zamknąć w dziesięciu odcinkach. Nie zmienia to jednak faktu, że momentami może nam się wydawać, jakby Emma jeszcze jedną ze znanych Kłamczuch, bo prześladowca operuje bardzo podobnymi trickami (ataki hakerskie, anonimowe smsy, upokarzające filmiki), od siebie dorzuca tylko swój przefiltrowany głos w rozmowach telefonicznych.




Choć wielu już dawno przestało traktować MTV jako stację muzyczną, słowo music w nazwie pozostało. W przypadku serialu twórcy o tym nie zapomnieli i obdarowali produkcję bardzo przyjemnym, pasującym do serialu o nastolatkach soundtrackiem. W swoich produkcjach wprowadzili też nowatorskie rozwiązanie: wraz z każdą pojawiającą się w tle piosenką na ekranie widzimy pasek z nazwą utworu i jego wykonawcą. Widać też, że producenci odkryli moc drzemiącą w tagach i również oni używają ich w kluczowych momentach każdego odcinka, by widzowie mogli łatwiej dzielić się swoimi wrażeniami w social mediach, automatycznie zwiększając popularność serialu. Dobre rozwiązanie opłacalne dla obu stron.

Ciężko nazwać Scream: The TV Series remakiem, sami twórcy nie chcą, by tak go określać (no ale czego mogli się spodziewać tak tytułując ten serial?). Można by go podciągnąć też pod spin-off, ale to też nie to. Czymkolwiek ten twór by nie był, choć nie bez wad, nie jest zły, a na pewno warto mu dać szansę, chociaż na kilka odcinków. A jeśli Wam się uda dotrwać, to dotrzecie do finałowego dziesiątego odcinka, który jest najlepszy ze wszystkich. Niepokoi mnie jednak fakt, że nie jest to tyle finał historii, co sezonu (tak, sezonu, kontynuacja już w przyszłym roku), co może okazać się później porażką, zwłaszcza, że dziesiąty odcinek mógłby zostać bez kilku ostatnich minut i widz zostałby usatysfakcjonowany takim zakończeniem losów Emmy i jej bliskich na dobre. Ale nie ma co w tym momencie tego osądzać, zobaczymy, może twórcy jeszcze nas pozytywnie zaskoczą (chociaż zostało im już naprawdę niewiele osób do zabicia...). Jakby nie było, przyjrzyjcie się Scream w nowym wydaniu, chociażby z czystej ciekawości, bo jeśli szukacie młodzieżówki połączonej z elementami grozy, ale też solidną porcją krwi, to może akurat będziecie usatysfakcjonowani. Możecie sobie nawet czasem krzyknąć przy oglądaniu, już nie zgrywajcie takich twardzielek/twardzieli w stylu "nie będę krzyczeć, bo to od MTV". Czasem nawet wyskoczy morda znienacka, a wszyscy wiemy, że każda wyskakująca morda podbija ocenę każdego serialowego horroru o psychicznym mordercy zrobionego przez muzyczną-niemuzyczną stację o stopień.



Ocena: 6/10

Tytuł oryginału: Scream: The TV Series | Czas produkcji: 2015- | Twórca: Jill E. BlotevogelJay BeattieDan Dworkin | Liczba sezonów: 1 (drugi w produkcji)


źródło fotosów: filmweb.pl