Nawet nie byłem w stu procentach pewien, czy w tym roku obejrzę galę. Zasiadłem do niej spontanicznie i dotrwałem do końca, około szóstej nad ranem ledwo już kontaktując. Europejczycy powinni mieć jakieś fory ze względu na strefy czasowe! Oscarowa atmosfera w tym roku jakoś niespecjalnie mnie poruszała, w trakcie gali było podobnie. Owszem, było kilko świetnych momentów, ale zarówno nominacje, jak i nawet tegoroczny prowadzący nie porwały mnie tak bardzo, jak podczas rozdania Oscarów w 2015. 




Nie zdążyłem nawet obejrzeć wszystkich nominowanych produkcji, ale w najbliższym czasie zamierzam to nadrobić. Wśród tych, które obejrzałem, najbardziej obstawiałem Pokój i Brooklyn. Cieszę się, że chociaż ten pierwszy został w jakimś stopniu doceniony. Byłem bardzo zaskoczony tak dobrą passą dla Mad Maxa - również uważam go za świetny film, ale nie przewidywałem dla niego takiego sukcesu. Cóż, co jak co, ale w kategorii "Najlepszy montaż" wybijał się ponad konkurencją. No i wreszcie Oscar dla Leo! Czy to koniec fali memów z tą dwójką w roli głównej?




Lady Gaga już po raz kolejny zaczarowała The Dolby Theatre, tym razem występując z piosenką Til It Happens to You nominowaną do Oscara w kategorii "Najlepsza piosenka" (jak mnie boli, że nie dostała tej statuetki!). Przepiękny występ, który wyraźnie poruszył widownię.




Piękne kreacje, wielki szum i dużo emocji - to Oscary fundują nam co roku. Mimo że galę oglądałem z przyjemnością, w tym roku ten szał mnie nie porwał. Brakowało mi czegoś do pełnego zadowolenia. Czego? Ciężko powiedzieć. Chyba przede wszystkim czasu na obejrzenie wszystkich nominowanych produkcji, przez co nie czułem się wystarczająco przygotowany na to wydarzenie. I stąd może moje subiektywne odczucia są takie, a nie inne. Pozostaje mi teraz tylko siąść i nadrobić nominowane filmy - cel numer jeden: Spotlight



Ktoś z Was zarwał nockę? Wytrwaliście do końca gali? Jakie są Wasze odczucia? Czekam na odzew! :)